Zauważyliśmy, że używasz AdBlocka, prosimy o jego wyłączenie dla Portalu Lubliniec.Info.
Wtyczka nie wyświetla poprawie strony blokując m.in. zdjęcia.
Dzięki reklamom oglądasz ten serwis za darmo.


Pogoda:  9 °C, 9 km/h , więcej
Złota myśl dnia:
"Mądrości należy oczekiwać od tego, kto wydaje rozkazy, a nie od tego kto je wykonuje." [ Ignacy Loyola]

Wypłyń na głebię - rozmowa z ojcem Krzysztofem Koślikiem

Wypłyń na głebię - rozmowa z ojcem Krzysztofem Koślikiem

„Wypłyń na głebię”- rozmowa z ojcem Krzysztofem Koślikiem, Misjonarzem Oblatem Maryi Niepokalanej, byłym mieszkańcem Lublińca, obecnie pełniącym posługę na Madagaskarze.

KB: Czy mógłbyś opowiedzieć, jak wygląda Twój typowy dzień na misji?

KK: To zależy, czy chodzi o typowy dzień na misji w Mahanoro, czy w buszu. Praca w buszu polega na 2-3 tygodniowym tournée. Następnie znowu wracam na 2-3 tygodnie do Mahanoro, żeby przygotować się do kolejnego tournée, popracować wokół misji, zająć się harcerzami i parafią. Zwykły dzień w Mahanoro rozpoczynam, po porannej toalecie, mszą świętą o 6:00, następnie śniadanie, a potem praca, która zależy od aktualnych potrzeb. Zazwyczaj przygotowuję się do kazań, konferencji, katechez lub na kolejne tournée. Załatwiam różne sprawy, o które prosili mnie chrześcijanie z buszu. Przyjmuje ludzi, którzy każdego dnia nas odwiedzają. Mam spotkania z harcerzami, za których jestem w naszym dystrykcie odpowiedzialny. Bardzo często jest to też praca fizyczna. Trzeba naprawić motor, samochód, dach, który przecieka, przyciąć trawę, posprzątać dom czy zabudowania gospodarcze, gniazdko naprawić, itp. Tutaj na misji w Mahanoro nie mamy wielkich, specjalistycznych sklepów. Nie jest tak, że jak coś się zepsuje, to jadę do Centrum Handlowego i wszystko mam. Trzeba wszystko samemu rozwiązać, choćby prowizorycznie, albo długo czekać na zamówienie ze stolicy. Potem o 12.00 jest obiad, wspólne modlitwy zakonne, krótka sjesta i znowu praca. Wieczorem o 19.00 kolacja, modlitwy, a później już czas wolny, jakaś książka, film (oczywiście tylko jeśli jest prąd, a z tym bywa różnie). A jeśli chodzi o busz, to wszystko zależy od tego, ile kilometrów dzieli mnie od następnej wioski. Załóżmy, że mam do pokonania na przykład 15 km. To oznacza, że muszę wstać wcześniej, żeby się spakować. Sam marsz, zależnie od drogi i pogody, trwa kilka godzin. Wcześniej obliczam ile potrzebuje czasu, żeby uniknąć palącego słońca i w miarę wcześnie dotrzeć do kolejnej wioski. Kiedy już się zbliżam, dzieci z głośnym śpiewem i tańcem odprowadzają mnie do niej. Jak już dotrę na miejsce, nie witam się z mieszkańcami od razu. Tutaj wygląda to trochę inaczej niż w naszej kulturze. Na początku miałem z tym mały problem. Chrześcijanie prowadzą mnie do domu, gdzie będę mieszkał. Następnie siadam i następuje tradycyjne przywitanie, które czasami trwa nawet dwie godziny. Potem rozpakowuje się i sprawdzam łóżko, jeśli takie w ogóle jest (śmiech). Jestem wysoki, mam 182 cm, a Malgasze niscy, więc często te ich łóżka są dla mnie za krótkie. Zazwyczaj przed południowym posiłkiem mam trochę czasu, żeby się wykąpać lub zrobić pranie. Bardzo lubię te kąpiele w górskiej rzece, ale trzeba uważać na krokodyle (śmiech). Po południu prowadzę katechezę, jest spowiedź, msza święta. Po mszy spotykam się z ludźmi odpowiedzialnymi za dany kościół. Oni opowiadają mi o tym, z jakimi problemami się zmagają, razem szukamy możliwości ich rozwiązania. Wieczorem, po kolacji jest wspólna modlitwa, błogosławieństwo, czasami jakaś zabawa.

KB: Czy jest coś, za czym tęsknisz, będąc tak daleko od rodzinnego domu?

KK: Za rzeczami materialnymi raczej nie tęsknię. Tak naprawdę mam tu wszystko, czego mi potrzeba. Może jedynie za ludźmi. Wiadomo, że fajnie byłoby spotkać się z rodziną i przyjaciółmi, ale nie płaczę z tego powodu do poduszki. W Mahanoro jest zasięg telefonii komórkowej. Dzięki temu wynalazkowi, co prawda w sposób ograniczony, ale jednak, mogę skorzystać z Internetu. Nie ma stałego łącza, ale tak raz na dwa tygodnie staram się rozmawiać z rodziną przez Skype'a.

KB: Jakie cechy powinien posiadać misjonarz? Czy uważasz, że każdy ksiądz może podjąć tego rodzaju posługę?

KK: Poznałem wielu ludzi i wiem, że nie każdy by się w tym odnalazł, mamy po prostu różne charaktery i predyspozycje. Poza tym jeśli ktoś jest słaby pod względem zdrowotnym, to na pewno nie może brać takiego wyjazdu pod uwagę, głównie ze względu na malarię, która jest drugą najczęstszą przyczyną śmierci na Madagaskarze. Oprócz tego na pewno trzeba mieć w sobie dużo pokory i radości, bo jeśli jakiś zadufany w sobie smutas przyjedzie, to nie przyciągnie tych ludzi do siebie. No i oczywiście potrzeba tutaj dużo miłości. Może to tak górnolotnie brzmi, ale ja się przekonałem już na samym początku, że jeśli ty pokochasz tych ludzi, to oni też ciebie pokochają. Bez tego nic nie zdziałasz, choćbyś znał wszystkie języki świata. Wiadomo, że ważna jest też wiara. Czasami robisz coś i w końcu dochodzisz do wniosku, że to jest całkiem bez sensu, no bo mówisz im coś i mówisz, przez wiele godzin, a oni i tak zrobią po swojemu. W takich momentach trzeba mieć wiarę w to, że twoja praca kiedyś przyniesie owoc. Wzorem jest tutaj dla mnie Błogosławiony Józef Gerard OMI, który pracował kiedyś w Lesotho pośród plemienia Basutosów. Przez większość swojego misyjnego życia mało kogo ochrzcił. Głosił Ewangelię, odprawiał msze, modlił się, nauczał, pomagał medycznie… Ale kiedy zmarł, to naraz dosłownie całe wioski przyjmowały chrzest.

KB: Jakie są Twoje plany na przyszłość?

KK: Przyleciałem tutaj w 2014 roku, i już za niedługo, bo w połowie 2017 roku, będę miał pierwsze wakacje. Normalnie jest tak, że co roku każdy ma miesiąc urlopu. Ale na Madagaskarze, ze względu na koszty biletów, urlop dostaje się raz na trzy lata, ale za to na trzy miesiące. A jakie mam plany na najbliższy czas? Zmieni się u nas personel i w związku z tym przejmę nowe obowiązki związane z funkcjonowaniem misji. Powoli się do tego przygotowuje. No i za dwa tygodnie mam w planach ściągniecie gipsu z nogi.

KB: Co się stało?

KK: Miałem mały wypadek w czasie tournee. Jechałem do buszu drogą, której tak naprawdę nie ma (śmiech). Padał silny deszcz. Wprawdzie jechałem bardzo ostrożnie, ale poślizgnąłem się zjeżdżając ze wzniesienia i motor przytrzasnął mi kostkę.

KB: Jaka rzecz lub sytuacja podczas pobytu na Madagaskarze zdziwiła Cię najbardziej?

KK: Wiele rzeczy mnie tutaj zaskakuje. Szczególnie jeśli chodzi o zwyczaje i kulturę. Miedzy innymi jest zwyczaj „przewijania zwłok”. Wiąże się to z kultem przodków. Polega to na tym, że każdego roku, mniej więcej w rocznicę śmierci, rodzina zmarłego idzie do grobowca, wyciąga z niego jego ciało i zmienia płótna, w które te zwłoki są zawinięte. Z tym obrzędem wiąże się wielkie święto, coś w rodzaju naszego Wspomnienia Zmarłych. Z małym wyjątkiem, że trwa ono kilka dni i jest mocno zakrapiane alkoholem. Poza tym zdarzają mi się też drastyczne sytuacje. Pewnego razu, na nogach zrobiły mi się rany. A wszystko to przez pasożyty żyjące w wodach stojących, przez które często muszę się przeprawić. Chciałem sobie to opatrzyć. Wtedy przyszli do mnie inni ludzie i mówią, że oni też mają taki problem i czy ja mógłbym im w tym pomóc. Po chwili podeszła również kobieta z kilkumiesięcznym maleństwem na rękach. Na początku nie mogłem uwierzyć. To dziecko na swoim ciele miało jedną wielką ranę. Zrobiłem co mogłem, ale nie byłem w stanie wiele jej pomóc. Dałem jej pieniądze i wysłałem do lekarza do miasta. Ku wielkiej radości, ostatnio spotkałem jej męża. Na szczęście dziecko jest już zdrowe. Innym razem dostałem wiadomość, prośbę, żeby zawieźć pewną kobietę w stanie błogosławionym do szpitala, gdyż nastąpiły jakieś komplikacje. Szpital był oddalony o około 90 kilometrów. Zawiozłem ją, ale potem okazało się, że niestety obydwoje zmarli. Rodzina poprosiła mnie jeszcze o jedną przysługę, o pomoc w przetransportowaniu zwłok do wioski. Tutaj nie ma żadnych karawanów, sanepidu. Miałem dwa wyjścia. Albo ich zostawić z tym problemem, albo przewieść ciała samochodem… Dobrze że bagażnik naszego misyjnego pickupa jest duży.

2016-07-04 08:51:03 | K.B.

facebook sledzik gg

Zobacz nasze galerie
o. Krzysztof Koślik OMI
więcej

Komentarzy: 0 dodaj

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Bądz pierwszy, wyraź swoją opinię!