Zauważyliśmy, że używasz AdBlocka, prosimy o jego wyłączenie dla Portalu Lubliniec.Info.
Wtyczka nie wyświetla poprawie strony blokując m.in. zdjęcia.
Dzięki reklamom oglądasz ten serwis za darmo.


Pogoda:  13 °C, 6 km/h , więcej
Złota myśl dnia:
"I śmiech może być nauką, Kiedy się z przywar, nie z osób natrząsa. " [ Ignacy Krasicki "Monachomachia"]

„Ważna jest przede wszystkim cierpliwość”- wywiad z Panem Tomaszem Wójcikiem

„Ważna jest przede wszystkim cierpliwość”- wywiad z Panem Tomaszem Wójcikiem

Zapraszamy do lektury wywiadu z Tomaszem Wójcikiem, inspektorem OTOZ ANIMALS Lubliniec, przewodnikiem psa wspomagającego w WOPR, przewodnikiem psa terapeuty Lorda Vadera, trenerem psów, a od trzech lat również opiekunem Przytuliska Lubliniec.

Katarzyna Bukalska: Od jak dawna pracuje pan ze zwierzętami?

Tomasz Wójcik: Pracą ze zwierzętami zajmuje się od około sześciu lat. Moim pierwszym zajeciem tego typu była praca z psem terapeutą. Był to zwierzak szkolony specjalnie do pracy z dziećmi niepełnosprawnymi. Początkowo pracowalismy w Warszawie jako wolontariusze Fundacji Czeneka w Centrum Zdrowia Dziecka czy Szpitalu Specjalistycznym w Miedzylesiu. Niestety uległem poważnemu wypadkowi i musiałem wrócić do Lublińca, a ze względu na to, że jest tu dość małe zapotrzebowanie na psa terapeutę, Lord pracował jako pies wspomagajacy ratownika wodnego w Dąbrowie Górniczej. Jednak po trzeciej operacji lekarz całkowicie zabronił mi pływać, tak więc zaczęliśmy prowadzić prelekcje w szkołach, uczyć dzieci, jak się zachowywać przy psie. Mieliśmy też program edukacyjny dla osadzonych w więzieniu. Lord udzielał się także na różnych imprezach, był socjalizatorem w schronisku, ambasadorem naszych Przytuliskowych psiaków podczas zbiórek pieniężnych. Niestety na dzień dzisiejszy Lord, ze względu na moje schorzenie musiał zmienić rodzinę, pracuje gdzie indziej.

KB: W jaki sposób Lord trafił do Pana?

TW: To był z góry zaplanowany zakup. Nowofundlandy posiadają pewne predyspozycje do pracy jako terapeuci, pracy z dziećmi. Lord pochodzi z hodowli, był starannie wyselekcjonowany przez właściciela co jest niezbędne w tej pracy. Kiedyś koleżanka zapytała mnie, dlaczego pies terapeuta musi być tak spokojny. I tutaj przytoczę bardzo prosty przykład- pewnego dnia przyszliśmy do szkoły, zaczął dzwonić dzwonek, wybiegły dzieci, wszystkie zaczeły krzyczeć, rzucać się na psa, głaskać, piszczeć, a on dalej stał w tym samym miejscu- w tej potencjalnie stresującej dla niego sytuacji nie wyrywał się, nie denerwował. Wprawdzie był do tego szkolony, ale charakter Nowofundlanda też zrobił swoje.

KB: Czy mógłby Pan wyjaśnić czytelnikom, na czym polega terapia z udziałem psów?

TW: Pies jest czymś w rodzaju katalizatora pomiędzy terapeutą a pacjentem. Pies nie leczy, ale wzbudza duże zaufanie u dziecka. Lord jest potężnym osiemdziesięciokilogramowym niedźwiedziem, a mimo to dzieci uwiebiają go dotykać, głaskać. Jest on dla nich czymś ciepłym, kochanym, fajnym. Kiedyś pracowałem z pewnym chłopakiem z przykurczem dłoni, który kompletnie nie chciał próbować poruszać palcami. Terapeuci dawali mu różne rzeczy do ćwiczeń, piłeczki itd., ale nic nie pomagało. No i zwrócono się do nas z prośbą, żebyśmy sprawdzili, czy on w ogóle może tymi palcami ruszać. Z czasem ten chłopczyk był w stanie założyć Lordowi gumki na włosy. A doskonale wiemy, jak precyzyjnych ruchów dłoni potrzeba, aby zrobić coś takiego. Chodzi o to, że on dla tego psa zrobił coś, czego nie chciał zrobić dla człowieka. Poprzez udział w terapii zwierzaka, dzieci traktuja ją jako zabawę, a jednocześnie są w pewien sposób motywowane do zrobienia określonego ćwiczenia. Była też dziewczynka, która miała chory błędnik oraz epilepsję. Kiedy głaskała psa czasem wyrywała mu sierść podczas skurczu. Skierowano nas tam, bo Lord ma tyle kudłów, że można by rwać cały dzień i nawet połowy by się nie wyrwało (śmiech). Nie wiem, czy odczuwał wtedy ból. Nawet jeśli, to tego nie pokazywał. I to dziecko jeździło za nim na pupie po podłodze, ale w pewnym momecie zauważyłem, że stara się podnosić. W końcu doszło do tego, że Lord się czołgał, dziecko trzymało się go i jechało za nim, Lord wstał i ta dziewczynka też wstała, zrobiła pierwsze trzy kroki w swoim zyciu. Miała trzy lata.

KB: Czy mógłby Pan opowiedzieć, czym konkretnie zajmuje się opiekun psów?

TW: Psy, z którymi pracujemy, są bardzo wycofane. Często przez lata nie wychodzą z budy. Praca z nimi polega na powolnym zdobywaniu ich zaufania, stopniowym wchodzeniu do kojca, siadaniu z nimi, mówieniu do nich, dawaniu jedzenia, pokazywaniu, że dotyk nie boli. Potrzeba do tego spokoju i cierpliwości. Przede wszystkim nie można na takiego zwierzaka naciskać, a ludzie często nieświadomie wywierają na niego presję starając się za wszelką cenę przekonać go do siebie, głaskając. Ale nie tędy droga, pies nie zawsze odbiera wszystko tak, jak byśmy chcieli. Po jakimś czasie on sam podejdzie, sam powącha, sam podstawi łeb do głaskania. Jednak najpierw musi nabrać do nas zaufania. Obecnie mamy u siebie psa Franko, który już trzeci miesiąc za każdym razem kiedy wychodzi z kojca, to kładzie się i leży. Boi się otwartej przestrzeni. Ciężko powiedzieć, dlaczego tak jest, co go w życiu spotkało. To jest właśnie jedna z najtrudniejszych rzeczy w naszej pracy- nie wiemy, co działo się z tymi psiakami zanim do nas trafiły. Przygotowujemy je do adopcji, ale do końca nie wiemy, jak to z nimi będzie. Pracujemy na przykład z psiakiem o imieniu Bojka. Od momentu, kiedy do nas trafił, starał się zdominować wszystko i wszystkich. Był szefem, panem swojego kojca. Trafił do adopcji, nowy właściciel się z nim bawił, trzymał go w domu, wszystko było w porządku do momentu kiedy postanowił wyjść z nim na dwór.....Bojka pokazał zęby człowiekowi który połozył rękę na klamce. Nie wiem dlaczego, prawdopodobnie chciał mieć kontrolę nad sytuacją.

KB: Jest Pan właścicielem„Hordy Apacza”. Proszę opowiedzieć kilka słów o działalności firmy.

TW: Firma zajmuje się wyłapywaniem psów z terenu Lublińca, leczeniem ich, a następnie umieszczaniem w ośrodku adopcyjnym. Generalnie staramy się nie wywozić psów do schroniska, ale raczej przygotowywać je do adopcji, szukać dla nich domów zastępczych, a potem stałych. Mamy również podpisaną umowę z behawiorystą, który dojeżdża, jeśli jest potrzeba.

KB: W swojej pracy często styka się Pan z psami agresywnymi, których zachowanie wynika ze sposobu, w jaki zostały potraktowane przez człowieka. Czy miał Pan kiedyś jakikolwiek wypadek z tym związany?

TW: Miałem wypadek z psem, który przez sześć lat siedział w kojcu kompletnie pozbawiony towarzystwa człowieka. Wskutek tego był po prostu wielkim, siedemdziesięciokilogramowym szczeniakiem. Tak więc kiedyś chciałem nauczyć go leżeć, miałem w ręce parówkę. I w pewnym momencie on sobie tę parówke po prostu zabrał razem z ręką. Nie wynikało to z jego agresji, on po prostu zabrał sobie jedzenie. Nie wiedział, że nie może się w ten sposób zachować, był po prostu zbyt niedojrzały emocjonalnie i niezsocjalizowany żeby wiedzieć, że tak nie wolno. Natomiast jeśli chodzi o psy agresywne, to w swojej pracy zawsze kieruję się zasadą ograniczonego zaufania. Nigdy nie wyłapuję gołymi rękami psów zachowujących się niebezpiecznie. Istnieją specjalne sprzęty, takie jak na przykład chwytak czy kij pasterza (zwykły, długi kij, na którego widok 99% psów zaczyna się cofać), które znacznie redukują ryzyko wypadku. Generalnie psy stają się agresywne jedynie w momencie strachu przed ludźmi. I my jesteśmy od tego, żeby im pokazać, że człowiek może być przyjacielem. Jeśli pokażemy psu, że nie musi się nas bać, on nie będzie dla nas agresywny, bo, tak jak mówiłem, agresja to po prostu strach. Tak jak np. Franko, do którego można już podejść i go pogłaskać- wprawdzie nadal jest on wycofany, ale nie ma już żadnych agresywnych odruchów. Poza tym, kiedy pracowałem w hotelu dla psów, nosiłem kurtkę ze specjalnym skórzanym kołnierzem, który pewnego razu ochronił mnie przed uszkodzeniem karku.

KB: Jakie cechy oczywiście oprócz miłości do zwierząt, powinna posiadać osoba, która chciałaby zająć się resocjalizacją psów?

TW: Ważna jest przede wszystkim cierpliwość. Cierpliwość, otwartosć, wielkie serce, ale czasami też trochę stanowczości, która jednak nie oznacza agresji. Bez krzyku czy przemocy. Często ludzie przychodzą do mnie, pytają się, jak nauczyć psa tego, czy tamtego. I jeśli okazuje się, że wymaga to codziennej, systematycznej pracy, to często rezygnują. Tu widoczny jest właśnie ten brak zdecydowania, konsekwencji. Oprócz wyżej wymienionych cech liczy się również miłość do psów oraz radość z tego, co się robi. Ważne, żeby wspólna praca sprawiała przyjemność zarówno zwierzakowi, jak i trenerowi. Trzeba cieszyć się z najdrobniejszych rzeczy, najmniejszego postępu.

ciąg dalszy na następnej stronie

2016-05-10 22:03:09 | KB

facebook sledzik gg

Zobacz nasze galerie
Tomasz Wójcik
więcej

Komentarzy: 3 dodaj

Szacunek
2016-06-28 22:21:17 | KH
:)
Super facet!!!
2016-05-17 14:38:09 | hgt
Pan Wojcik
Dobrze, że jest taki człowiek. To bezcenne w dzisiejszych czasach, Dziękujemy i życzymy wytrwałości w pracy i pomocy zwierzętom.
2016-05-14 09:26:59 | mirette
więcej